Czemu Ameryka Łacińska się buntuje (Dział Zagraniczny Podcast#027)

5

Gość: Bartłomiej Znojek

2019 był rokiem ulicznych demonstracji na całym świecie, ale żaden inny region nie burzył się tak powszechnie jak Ameryka Łacińska. Wenezuela, Portoryko, Peru, Ekwador, Chile, Boliwia, Kolumbia: w każdym z tych krajów obywatele głośno dawali znać swojemu niezadowoleniu z rządzących. Skąd ta powszechna wściekłość i dokąd prowadzi ten kontynent?

O przyczynach latynoskiej wściekłości opowiada Barłomiej Znojek, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Nagranie jest już także dostępne do odsłuchania w aplikacjach: Spotify, iTunes, Google Podcasts, Pocket Casts, Stitcher, Overcast, Podplayer i Podkasty.info.

Jeżeli podoba Ci się ten podcast, to możesz mnie też wesprzeć dobrowolną wpłatą w serwisie Patronite: https://patronite.pl/dzialzagraniczny

5 KOMENTARZE

  1. Indianie w Ekwadorze nie do końca w w związkach zawodowych przynajmniej w polskim rozumieniu. Ja to rozumiem raczej jako małe społeczności, które wybierają swojego przewodniczącego i bezgranicznie mu ufają i muszą słuchać. Tak też było w przypadku ostatnich protestów. Przewodniczący kazali wyjść na blokady i Indianie wyszli. Nie pojawienie się na blokadzie kosztowało 30-50$ za dzień nieobecności. Tych ludzi nie było na stać, bo nawet tyle nie zarabiają dziennie. Dlatego na pytanie czemu protestują odpowiedź była prosta… bo muszą.

    Druga sprawa to kiepska edukacja, oni się bali, że po podwyżkach cen naprawdę na nic ich nie będzie stać. Ludzie rozumieli, że skoro cena paliwa wzrośnie dwukrotnie to wszystko podrożeje dwa razy. Ta perspektywa podnosiła tu bardzo temperaturę.

  2. Masz rację, terminu „związek zawodowy” użyłem jako skrótu myślowego, ale bardziej pasuje właśnie taki opis tej zależności.

    Natomiast co do rzekomych kar za niestawienie się na protestach, to podobno jednak fake news. Jechali, bo byli zmobilizowani.

    Pzdr!

  3. Musiałbym te mandaty jeszcze raz potwierdzić. Słyszałem to tutaj (w Ekwadorze) od co najmniej dwóch osób w różnych miejscach. Raz od polskiego misjonarza: „Pytałem ich czemu protestują skoro nawet nie mają samochodów” „Padre, bo dostaniemy mandat 30$ jak się tu nie stawimy”

    Jak nie zapomnę spytam jeszcze raz, bo mógł być też drugi argument, że wszystko podrożeje dwa razy…

  4. Sprawę kar potwierdziłem u dwóch polskich misjonarzy, którzy działają w środowisku indiańskim lub działali wcześniej.

    Może słowo kara jest tu źle użyte. W każdym razie w indiańskich komunach jest to normalny system rekompensat za niestawienie się na dane ustalone przez wspólnotę wydarzenie. Przykładowo u jednego misjonarza raz w miesiącu sprzątają wiosnę. Można nie przyjść to jest OK. Koszt 20$. Tak sobie ustalili.

    Tak samo było z protestami, skoro ustalili, że wychodzą na ulicę to nie można wystawić komuny do wiatru. Jeśli na protest idzie 100 osób, to ktoś musi stać ktoś dostarczyć jedzenie. Można nie przyjść. Koszt 25$, 30$, 50$ za dzień.

    Te reguły ustalają sobie sami, sami wybierają przewodniczących. To jak potem przewidujący liczą się że społecznością itd, jak ich przekonali. To inna sprawa.

    W każdym razie tak mi wytłumaczono, że kary nie są nowością tylko częścią działania tych społeczności.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here