Moi non plus

3

Po nieuznawanym przez resztę świata referendum niepodległościowym w Katalonii, a potem plebiscytach zwiększających autonomię Lombardii oraz Wenecji, kolejna część Unii Europejskiej będzie w głosowaniu decydować o secesji. Tyle, że tym razem położona 16 tys. km od Brukseli: to należąca do Francji Nowa Kaledonia.

Nowa Kaledonia już od dawna nie jest kolonią karną, więc teraz do więzienia trafiają głównie autochtoni (Fot. Marc Koninckx/”L’Ordre et la Morale”)

Francuski premier Édouard Philippe ogłosił, że jego rząd porozumiał się z przedstawicielami różnych sił politycznych na Nowej Kaledonii i mieszkańcy leżącego na Oceanie Spokojnym archipelagu wypowiedzą się w sprawie ewentualnej niepodległości dokładnie za rok: w listopadzie 2018 r. Szef francuskiego rządu jeszcze w tym miesiącu odwiedzi wyspy, żeby na miejscu podpisać stosowne dokumenty.

Nowa Kaledonia to francuskie terytorium zamorskie. Choć w sklepach płaci się tam frankiem CFP (od Colonies Françaises du Pacifique, pol. Francuskie Kolonie na Pacyfiku; Paryż gwarantuje jego stały kurs do euro), a wyspy nie należą do strefy Schengen, to ich mieszkańcy są pełnoprawnymi obywatelami Francji: mają europejskie paszporty, głosują w eurowyborach, w paryskim parlamencie reprezentuje ich po dwóch deputowanych oraz senatorów.

Mimo to, prawie połowa z nich czuje się obywatelami drugiej kategorii, a przyszły rok i tak był ostatecznym terminem referendum niepodległościowego, jakie Francja obiecała wyspiarzom jeszcze w 1998 r., dekadę po nieudanym powstaniu zbrojnym.

Autochtoni bez szkoły, za to z wyrokami

Interwencja na wyspie Ouvéa to największy blamaż francuskich sił zbrojnych w ciągu ostatnich trzech dekad.

W kwietniu 1988 r., kilkudziesięciu separatystów z Socjalistycznego Frontu Wyzwolenia Narodowego Kanaków (Front de Libération Nationale Kanak et Socialiste, FLNKS) zabiło tam 4 żandarmów, a kolejnych 27 wzięło na zakładników, żądając niepodległości archipelagu. Dwa dni później miały się odbyć francuskie wybory prezydenckie, więc startujący w nich premier Jacques Chirac nie wahał się wysłać na ratunek wojska. Żołnierze zgubili się jednak w lesie, rozpoczęli natarcie z innych pozycji niż było to ustalone, a helikopter który miał zagłuszyć ich działania, doleciał na miejsce spóźniony o kwadrans. W ogólnym zamieszaniu zakładnikom udało się uciec, ale dwóch komandosów zginęło, więc ich koledzy krwawo zemścili się na porywaczach: późniejsze śledztwo wykazało, że większość z 19 zabitych separatystów zostało zlikwidowanych w stylu przypominającym egzekucje, a ich przywódcy specjalnie pozwolono wykrwawić się na śmierć. W 2011 r., oparty na tych wydarzeniach film “L’Ordre et la Morale”, nakręcił nagradzany francuski reżyser Mathieu Kassovitz.

Kanakowie to rdzenna ludność archipelagu, do którego Europejczycy dopłynęli dopiero w roku 1775. Ponad pół wieku później, wyspy zostały oficjalnie anektowane przez Paryż, który wzorem Londynu zamienił swoje nowe posiadłości w taką samą kolonię karną, jak położona 1400 km na zachód Australia. Przywiezione przez więźniów choroby zakaźne zdziesiątkowały autochtonów, których na początku XX w. było już trzy razy mniej, niż przed pojawieniem się Europejczyków. Zostali przesiedleni do rezerwatów, a wszelkie próby buntu były brutalnie tłumione: odcięta głowa przywódcy zbrojnego powstania przeciw Francuzom była wystawiana jako eksponat Muzeum Historii Naturalnej w Paryżu.

Dziś Kanakowie stanowią nieco ponad 40 proc. z 275 tys. mieszkańców Nowej Kaledonii. Są za to nadreprezentowani w innych statystykach.

88 proc. z nich nie kończy szkoły średniej. W stołecznym więzieniu Camp Est, zbudowanym według XIX-wiecznych wzorców i stale przepełnionym, 9 na 10 osadzonych to Kanakowie. Ci przed trzydziestką borykają się z alkoholizmem i uzależnieniem od narkotyków, popełniają samobójstwa kilkakrotnie częściej, niż ich biali rówieśnicy. Według raportu Rady Praw Człowieka ONZ z 2011 r., Kanakowie mają najgorsze warunki lokalowe spośród wszystkich obywateli Nowej Kaledonii: w Numei, stolicy terytorium, 8 tys. z nich zamieszkuje w slumsach bez dostępu do elektryczności i bieżącej wody. Na terenach, gdzie większość mieszkańców stanową potomkowie Europejczyków, bez pracy jest co dziesiąta osoba, na tych zdominowanych przez ludność rdzenną już co trzecia.

Potomkowie Europejczyków chcą paszportów

Rok przed wzięciem zakładników na Ouvéa, Francja zorganizowała w Nowej Kaledonii referendum niepodległościowe, ale zostało ono całkowicie zbojkotowane przez Kanaków. Dlatego dziesięć lat później, z powodu rosnącego na wyspach napięcia po zamordowaniu dwóch lokalnych liderów politycznych, Paryż zgodził się na rozpisanie kolejnego plebiscytu najpóźniej do końca 2018 roku.

O jego kształcie rząd i przedstawiciele partii z archipelagu debatowali w zeszłym tygodniu ponad dziewięć godzin, a nie doszli nawet do porozumienia jak będzie brzmiało pytanie na kartach: czy mieszkańcy wysp będą mogli wybierać tylko pełną niepodległość, czy może również jakąś formę dalszego współistnienia, np. w formie federacji.

Główną uwagę poświęcono temu, kogo w ogóle dopuścić do głosowania. Kanakowie twierdzą, że w spisach wyborczych brakuje aż 22 tys. z nich, ale Paryż odpowiada, że połowa z tych ludzi nie posiada żadnego stałego adresu, a ich dokładna identyfikacja jest ponad siły miejscowej administracji. Ostatecznie władze zgodziły się więc na dopisanie 7 tys. autochtonów.

Równocześnie Paryż dodał do spisów jeszcze 4 tys. osób, które urodziły się w Nowej Kaledonii i przez ostatnie trzy lata przebywały na terytorium archipelagu. Takiego posunięcia oczekiwali z kolei pro-francuscy lojaliści. Caldoche to nazwa, jaką określa się miejscowych potomków Europejczyków, których szacuję na 30 proc. populacji Nowej Kaledonii: w tej grupie wizja niepodległości budzi gwałtowny sprzeciw. W 2014 r., gdy François Hollande odwiedził archipelag jako pierwszy prezydent w historii 160-letniej zwierzchności Paryża nad terytorium, kilka tysięcy osób manifestowało na ulicach Numei swoje przywiązanie do europejskiej metropolii, rok później takie samo powitanie czekało Claude’a Bartolone’a, przewodniczącego francuskiego Zgromadzenia Narodowego.

W ostatnich wyborach prezydenckich, na Nowej Kaledonii zwyciężyła Marine Le Pen – zagłosował na nią co trzeci miejscowy wyborca, dwukrotnie więcej niż na Emmanuela Macrona. Nie przeszkodziło to jednak Pierrowi Frogierowi, jednemu z dwóch senatorów reprezentujących Nową Kaledonię w Paryżu, a równocześnie ważnemu przywódcy lojalistów, ogłoszenia w tym miesiącu, że już poprosił nową głowę państwa o ewentualne przyznanie Caldoche francuskich paszportów w razie zwycięstwa opcji niepodległościowej.

Ale na archipelagu zamieszkują też ludzie, którzy nie czują przynależności ani do do Kanaków, ani do Caldoche: ci również stanowią około 30 proc. populacji i najpewniej to do nich będzie należał decydujący głos w sprawie przyszłości Nowej Kaledonii. Choć do referendum jeszcze rok, to kampania o ich poparcie już ruszyła.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

Poprzedni artykułNa fali
UDOSTĘPNIJ

3 KOMENTARZE

  1. No cóż, to jest kolorowa dzicz, nic dziwnego, że nie kończą szkół, piją i lądują w więzieniach.

    Życzę im jak najszybszej niepodległości.

  2. trader21: Chyba ci się miejsca pomyliły z jakimś fanpejdżem ONR-u. Zabierz swoje mądrości do podobnie ograniczonych umysłowo kolegów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here