Pod prąd

8

Tysiące imigrantów wydaje całe oszczędności i ryzykuje życiem, żeby w łodziach przemytników dostać się na teren Unii Europejskiej. Brzmi znajomo? Tyle, że w tym przypadku celem podróżników jest najbiedniejszy region Wspólnoty. I to położony nie na Morzu Śródziemnym, tylko w połowie drogi między Madagaskarem a Mozambikiem.

MoheliZ Komorów na Majottę swobodnie może sobie przepływać tylko ten podróżnik (Fot. Daryl Wallace/Flickr)

Związek Komorów tworzą trzy duże wyspy, choć według miejscowego rządu powinno być ich o jedną więcej. Akurat mieszkańcy tej ostatniej mocno się z tą opinią nie zgadzają i dawali temu wyraz już dwukrotnie. Najpierw, gdy w 1974 r. przeprowadzono tu referendum dekolonizacyjne. Przytłaczająca większość biorących w nim udział opowiedziała się za niepodległością – o ile jednak na wyspach Wielki Komor, Anjouan i Mohéli taką opcję wybrało się aż 99 proc. uprawnionych do głosowania, to na Majotcie 63 proc. mieszkańców postanowiło pozostać pod dotychczasowym zarządcą, czyli Francją. Paryż skrzętnie to wykorzystał i zachował wyspę dla siebie, wymuszając, by nie wchodziła w skład nowo powstającego Związku Komorów. Choć ten ostatni konsekwentnie oskarża europejską stolicę o działanie niezgodne z prawem i domaga się włączenia Majotty we własne granice, to tamtejsi obywatele są odmiennego zdania – w kolejnym referendum z 2009 r. już 95,3 proc. z nich zadecydowało, że chcą być Francuzami. W rezultacie w styczniu zeszłego roku wyspa weszła oficjalnie w skład Unii Europejskiej.

Przed zmianą barw narodowych mieszkańców Majotty powstrzymuje nie tyle miłość do croissantów, co fakt, że historia Związku Komorów od odzyskania niepodległości przypomina scenariusz thrillera. I to bardzo słabego.

Najpierw, niecały miesiąc od ogłoszenia niepodległości, prezydent Ahmed Abdallah został obalony w zbrojnym zamachu stanu, który zorganizował francuski „król najemników” Bob Denard. Namaszczony przez niego na nową głowę państwa pro-francuski potomek miejscowej muzułmańskiej arystokracji już po pół roku stracił władzę w wyniku puczu zmontowanego przez własnego ministra obrony Aliego Soiliha. Ten przyjął jednak kurs lewicowy i wrogi Francji, więc w w 1978 r. Bob Denard zorganizował kolejny zamach stanu. Soilih został zastrzelony, władzę przejął siostrzeniec obalonego wcześniej prezydenta z arystokracji, a po dziesięciu dniach oddał ją… Ahmedowi Abdallahowi, który sfinansował całą operację. Nowy-stary przywódca postanowił mieć Denarda na oku i zaoferował mu kierowanie gwardią prezydencką, na co Francuz z ochotą przystał, osiadł na Komorach, przyjął islam i ożenił się z siedmioma kobietami, oraz zmonopolizował lokalny handel. W 1989 r. prezydent uznał w końcu, że Denard przekształcił gwardię w swoją prywatną armię, więc kazał mu oddać jej dowództwo. W odpowiedzi najemnik zorganizował trzeci już pucz: chaotyczna akcja skończyła się jego ewakuacją do Francji, zamordowaniem Abdallaha oraz przejęciem władzy przez Saida Mohameda Djohara, czyli… przyrodniego brata lewicowca Soiliha. Denard nie znał jednak wyrażenia, że „do trzech razy sztuka”, bo w 1995 r. zorganizował kolejny zamach stanu. Przejął władzę na równo tydzień, został obalony i wsadzony do aresztu, a w zakończonym dopiero w 2007 r. procesie został skazany na cztery lata więzienia. Ciężko schorowany, zmarł trzy miesiące później.

Zniknięcie Francuza ze sceny nie oznaczało jednak, że sytuacja w Związku Komorów się uspokoiła. Przez ostatnie dwie dekady miało tam miejsce jeszcze kilka zamachów stanu, tak udanych, jak i nie (ostatni, jak do tej pory, miał miejsce w kwietniu 2013 r.). W 1997 r. do krwawych walk doprowadziły próby oderwania się od Związku wysp Mohéli i Anjouan, a ta ostatnia stała się celem interwencji zbrojnej ponownie w 2008 r., po tym jak ogłosiła secesję.

FRANCE-AFRICA-WAR-MERCENARY-OBITBob Denard, albo jak wolą niektórzy, Lech Wałęsa na tajnej misji (Fot. Militaryphotos.net)

Jak te różne doświadczenia Majotty i Związku Komorów prezentują się w liczbach? Departament zamorski Francji jest dziś najbiedniejszym regionem Unii Europejskiej: PKB na głowę wynosi tu zaledwie 7,2 tys. euro. To jednak i tak prawie ośmiokrotnie więcej, niż na sąsiednich wyspach. A Międzynarodowy Fundusz Walutowy ogłosił w zeszłym miesiącu, że sytuacja gospodarcza Związku Komorów będzie się tylko pogarszać, ze względu na kryzys w lokalnym sektorze energetycznym i stałe przerwy w dostawach prądu. Z tego powodu wybudowany dopiero w zeszłym roku szpital w Moroni, stolicy kraju, nawet nie planuje żadnych operacji.

Nic dziwnego, że mieszkańcy Komorów dość tłumnie podróżują na Majottę w poszukiwaniu lepszego życia, żeby odwiedzić krewnych, którzy już je tam znaleźli, albo chociaż, żeby zaopatrzyć się w produkty niedostępne w ojczyźnie. Jeszcze do 1985 r. mogli na francuskie terytorium wpływać swobodnie, ale wówczas Paryż wprowadził wymóg posiadania wizy, od nazwiska ówczesnego premiera zwanej „wizą Balladoura”. Ambasada w Moroni wydaje ją spełnieniu szeregu warunków, np. przedstawieniu zaświadczenia, że posiadają konto bankowe z regularnymi wpływami. Mieszkańcy Komorów, którzy w większości nie mogą się pochwalić taką dokumentacją, decydują się więc na inną formę podróży – oferowaną przez przemytników.

Szmuglerzy mają swoją bazę na Anjouan, skąd do Majotty trzeba pokonać jedynie 70 kilometrów. Zupełnie nie kryją się ze swoją działalnością, bo i rząd w Moroni, mający na pieńku z Paryżem, nawet nie próbuje ich zatrzymywać. Tym trudnią się Francuzi, którzy korzystają z radarów wycelowanych w stronę Związku Komorów, sześciu kutrów patrolowych oraz jednego helikoptera. Przemytnicy korzystają jednak z rozległej sieci informatorów, którzy za pomocą telefonów komórkowych informują ich kiedy i w jakim kierunku wyruszyła straż przybrzeżna – z tego powodu podróż, która normalnie trwa nieco ponad trzy godziny, potrafi się wydłużyć nawet dwukrotnie, bo jej organizatorzy czekają na pełnym oceanie na znak, że mogą ruszyć dalej. To niebezpieczne, bo przeprawa odbywa się na pokładzie niewielkich motorówek zwanych kwassa kwassa, które są narażone na wywrotki, jeżeli wody ulegną nagłemu wzburzeniu. Szmuglerzy w dodatku często oszukują swoich pasażerów i wmawiają im, że dotarli na Majottę, podczas gdy w rzeczywistości są wysadzani na położonej 7 kilometrów dalej na północ wyspie Mtsamboro, gdzie nie ma nawet wody pitnej.

Policja chwali się, że w zeszłym roku przechwyciła 597 łodzi, złapała niemal 13 tys. ich pasażerów oraz 610 przemytników. Ci niewiele sobie jednak z ryzyka robią, bo chociaż ich kwassa kwassa są rekwirowane, to ich samych po prostu deportuje się do ojczyzny, gdzie czekają już na nich wspólnicy z nowo zakupionymi łodziami (interes się opłaca: kurs na Majottę wynosi między 300 a 500 euro, podczas gdy średnia płaca urzędnika w Moroni to równowartość 80 euro). Dlatego nie boją się działać nawet przy świadkach – na tym, nagranym w lutym tego roku filmie, jeden z nich z zadowoleniem pokazuje nawet kamerzyście uniesiony do góry kciuk (1:32):

Władze Majotty chwalą się liczbą odesłanych na Komory: w zeszłym roku deportowano 19,5 tys. osób, aż o 25 proc. więcej, niż rok wcześniej. Milczą jednak, ile osób straciło życie w wodach Oceanu Indyjskiego podczas niebezpiecznej przeprawy – organizacje pozarządowe, na podstawie wywiadów z rodzinami przypuszczalnych ofiar, szacują, że od 1985 r. mogło ich być nawet 30 tys. Dlatego Unia Afrykańska już kilkakrotnie apelowała do Paryża o zastąpienie wizy Balladoura innego rodzaju rozwiązaniem dla małego ruchu granicznego. Nic jednak nie wskazuje, by Francja choć rozważała taką możliwość. W sierpniu zeszłego roku, podczas wizyty na Majotcie, prezydent François Hollande powiedział, że ułatwienie ruchu pomiędzy nią, a Związkiem Komorów jest niemożliwe. A w zeszłym miesiącu, również odwiedzający wyspę premier Manuel Valls ogłosił, że jego rząd skieruje tu do pracy dodatkowych 44 celników. O wizie Balladoura nie wspominał.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

8 KOMENTARZE

  1. zasugerowałbym dodawanie mapek w Twoich wpisach, gdzie te wszystkie kraje leżą, bo zawsze cholerka potem szukam na mapie i czas leci, a tak to od razu by było czarno na białym 🙂
    good job!

  2. Tak, jak pisze wojto: to dosłownie 2 sekundy szukania. Ale równocześnie słuszne porada, więc w wolnej chwili zastanowię się, jak ogarnąć te mapy w postach.

    Pzdr

  3. to ja jeszcze poproszę o wstawianie linków do youtube w trybie umożliwiającym fulscreen.

  4. Trzecie swojego autorstwa: pomiędzy jego pierwszym a drugim, swój własny zamach stanu przeprowadził bowiem Ali Soilih.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here