Księga wyjścia

12

Chociaż Jom Kippur to święto pokutne, dla 450 Afrykanów piątkowe modły będą jedną z najszczęśliwszych chwil w życiu. Nie tylko dlatego, że wreszcie będą je recytować w swojej mitycznej ziemi obiecanej, ale przede wszystkim bo trafili do niej prawdziwym rzutem na taśmę – przyjmując ich na pokładzie specjalnego samolotu w ostatnią środę sierpnia, Izrael oficjalnie zakończył trwający niemal trzy dekady program przesiedlania etiopskich Żydów na Bliski Wschód. Imigranci z Rogu Afryki mogą się cieszyć jeszcze z jednego powodu: miejsca urodzenia. Ich współwyznawcy z południa kontynentu od lat próbują przekonać Tel Awiw, że też są Żydami, ale jak dotąd bezskutecznie. Chociaż jeżeli przyjrzeć się bliżej obu społecznościom, to trudno powiedzieć kto komu powinien tak naprawdę zazdrościć.

FelaszeZiemia obiecana naprawdę wyczekiwana (Fot. Jafi Israel/Flickr)

Nikt dokładnie nie wie, skąd Żydzi znaleźli się w dzisiejszej Etiopii. Popularna przypowieść każe im się wywodzić od Menelika, rzekomego owocu romansu króla Salomona z legendarną królową Saby. Bardziej prawdopodobne teorie zakładają, że to albo potomkowie uciekinierów z Jerozolimy zniszczonej 500 lat p.n.e. przez Babilończyków, Rzymian w 70 r. n.e., ewentualnie jeńców wziętych do niewoli przy okazji jeden z wypraw wojennych na Półwysep Arabski. Przekonujących dowodów wciąż jednak brakuje. Wiadomo jednak na pewno, że judaizm praktykowano w Rogu Afryki przynajmniej od połowy IV w. To właśnie wtedy rządząca dynastia wybrała na religię państwową młode chrześcijaństwo, ale z decyzją nie zgodziły się niektóre plemiona, które postanowiły zachować wiarę przodków. Wycofały się w góry przy źródłach Nilu Błękitnego i praktykowały dawne zwyczaje: przestrzeganie szabasu, obrzezanie chłopców, koszerność posiłków. Do liturgii używały tylko miejscowego języka gyyz, w którym spisywały Torę – ich członkowie nie znali ani aramejskiego, ani hebrajskiego, więc nigdy nie poznali Talmudu. Sami siebie nazywali Bete Israel, Domem Izraela, ale chrześcijańscy sąsiedzi szybko zaczęli na nich wołać Felasze, Obcy. Nie bez powodu: czarni Żydzi bez przerwy buntowali się przeciwko władcom przyjmującym Nowy Testament, w walce ze wspólnym wrogiem zawierali nawet sojusze z tutejszymi muzułmanami.

Pewno jest tylko jedno: dziś Felaszy nad Nilem prawie już nie ma. W 1984 r. Izrael rozpoczął pierwszą tajną akcję przesiedlania czarnych Żydów do ziemi obiecanej. Impulsem była katastrofalna klęska głodowa w regionie, ale też strach, że rządząca od niedawna Etiopią komunistyczna dyktatura – całkowicie zależna od Moskwy i silnie skonfliktowana z sąsiadami, oraz wewnętrzną opozycją – zacznie powoływać do wojska tutejszych Żydów i prowadzić wśród nich marksistowską propagandę. W Stanach Zjednoczonych, rządzonych wówczas przez ultrakonserwatystów i pozostających w dodatku pod wpływem mesjanistycznej religijnej prawicy, nie potrzeba było więcej argumentów: w akcję izraelskiego wywiadu zaangażowała się także CIA, nadzorowała ją amerykańska ambasada w Chartumie, a milczenie Sudanu (skąd Felaszy wywożono przez Morze Czerwone – dlatego nazwa operacji to „Mojżesz”) kupiono za pieniądze diaspory z USA. Akcja imigracyjna, choć równie spektakularna już tylko w 1991 r. (w ciągu 36 godzin, tym razem dzięki łapówkom już w samej Etiopii, do Izraela przetransportowano samolotami 14 tys. osób), skończyła się równo dwa tygodnie temu. Dziś czarnych Żydów w Rogu Afryki prawie nie ma.

Za to o wiele dalej na południe można ich znaleźć dziesiątki tysięcy.

LembaZnak zapytania w tytule zawsze na propsie (Fot. Uniwersytet Londyński)

Zakrywają głowę, nie pracują w soboty i nie jedzą wieprzowiny, praktykują ubój rytualny, chłopców obrzezają, a zmarłym ryją gwiazdy Dawida na grobach. Mają nawet drewnianą replikę Arki Przymierza, którą nazywają ngoma lungundu, grzmiącym bębnem. I, w przeciwieństwie do Felaszy, w modlitwach używają języka, ktory zawiera elementy hebrajskiego. Ale inni Żydzi nie chcą uznać ludu Lemba za swoich współwyznawców.

Jest ich na pewno ponad 50 tys., choć dokładną liczbę trudno oszacować. Mieszkają głównie w Zimbabwe, ale można ich też znaleźć w RPA i Mozambiku. A ich pochodzenie jest równie niejasne, jak u Felaszów. Sami Lemba uważają się za potomków Żydów, którzy przybyli na południe Afryki w poszukiwaniu złota i innych cennych minerałów, po czym osiedlili się na stałe i wymieszali z miejscową ludnością. W swoich tradycjach odwołują się też do mitycznej Ziemi Obiecanej, chociaż badacze ich kultury wskazują, że najprawdopodobniej chodzi nie o dzisiejszy Izrael, tylko Jemen.

I tu, między innymi, leży pies pogrzebany. Wiele ze zwyczajów Lemba ma charakter nawet bardziej muzułmański, niż żydowski – np. obrzezanie chłopców nie w wieku niemowlęcym, tylko gdy skończą siedem lat. W ich języku obok słów mogących się wywodzić z hebrajskiego, są też takie, których rdzeń stanowi arabski. To żaden ostateczny argument, tym bardziej, że na terenach dzisiejszego Jemenu Żydzi i Arabowie współżyli zgodnie przez wieki (jedna z mniej popularnych teorii głosi wręcz, że Żydzi z tego regionu to po prostu etniczni Arabowie, którzy przyjęli judaizm przed islamem), jednak dla ortodoksyjnych rabinów jest on wystarczającym powodem do skreślenia Lemba.

Nawet pomimo sensacyjnych wyników badań genetycznych sprzed kilku lat. Lemba mają swój własny ród kapłański Buba, tak samo jak Żydzi mają kohanim, którego członkowie w przeszłości służyli w Świątyni Jerozolimskiej. Ci ostatni z reguły posiadają wyróżniający ich haplotyp – w dużym uproszczeniu to charakterystyczny odcinek DNA (czasem obrazowo nazywany „genetycznym podpisem”), przekazywany z pokolenia na pokolenie. Trzy lata temu opublikowano wyniki badań, z których wynika, że wśród Buba także niezwykle często występuje ten sam zestaw genów, od żydowskiego rodu zwany zresztą haplotypem Kohen Modal. Pokrewieństwo jest więc bezsprzeczne. Ale wciąż nie rozwiewa wątpliwości.

Haplotyp Kohen Modal odnaleziono bowiem nie tylko u kohanim i Buba, ale też wśród niektórych grup Palestyńczyków, Kurdów a nawet Ormian. Co więcej, jego występowanie jest nierozerwalnie związane z chromosomem Y, który jest przekazywany wyłącznie w linii męskiej – z ojca na syna. Tymczasem w DNA Lemba jak dotąd nie stwierdzono żadnych odcinków charakterystycznych dla semickich kobiet.

To problem, bo chociaż badania potwierdzają, że ta grupa etniczna z pewnością w jakimś stopniu wywodzi się od męskich przodków z Bliskiego Wschodu, to według halachy – wykładni prawa w judaizmie – Żydem zostaje się jedynie po matce. Dziedziczenie w linii męskiej uznaje co prawda judaizm reformowany, ale w Izraelu religią urzędową jest akurat judaizm ortodoksyjny. Dlatego pomimo podejmowanych przez Lemba starań, lokalne gminy żydowskie (punktem odniesienia jest w tym przypadku RPA, gdzie mieszka kilkadziesiąt tysięcy Żydów, podczas gdy w Zimbabwe prawdopodobnie do dziś zostało ich tylko nieco ponad 200) nie chcą ich uznać za współwyznawców, żądając wcześniej oficjalnej konwersji. Ta jest jednak skomplikowana, bo chociaż większość Lemba wciąż pozostaje przy swoich tradycyjnych obrzędach, to w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat wielu z nich zaczęło równocześnie wyznawać islam, lub chrześcijaństwo, co w ortodoksyjnym judaizmie wyklucza przyjęcie ich do wspólnoty.

Wielu Felaszów miało podobny problem – na początku poprzedniego wieku część z nich zaczęła przyjmować chrześcijaństwo, żeby łatwiej odnaleźć się w etiopskim społeczeństwie. Gdy Izrael zaczął akcję wywożenia tutejszych Żydów, przechrztom odmówiono pomocy. W 2005 r. powstał nawet na ten temat nagradzany francuski film „Va, Vis et Deviens” (polski tytuł: „Żyj i stań się”) opowiadający historię chrześcijańskiego chłopca, który wydostaje się z Etiopii udając Żyda, a potem przez lata boi się, że nowa ojczyzna odkryje jego tajemnicę i odeśle go z powrotem:

W 2003 r. Izrael zgodził się w końcu przyjmować także Felaszów wyznających chrześcijaństwo, ale pod warunkiem, że przejdą na ortodoksyjny judaizm.

Dla wielu musiało być sporym rozczarowaniem, że nowa ojczyzna to nie kraina mlekiem i miodem płynąca. Połowa ze 100 tys. izraelskich Felaszy mieszka w czarnych gettach. Bezrobocie w tej grupie jest dwa razy wyższe niż wynosi średnia krajowa, wskaźniki biedy są trzy razy wyższe. W ciągu dekady o 20 proc. spadł współczynnik urodzeń wśród czarnych Żydów – najstarszy izraelski dziennik „Haaretz” w styczniu ujawnił, że to z powodu przymusowej sterylizacji, jakiej były poddawane etiopskie kobiety w obozach przejściowych. Jedyne statystyki, w których Felasze górują nad resztą obywateli, to te przestępcze: prawo łamie czterokrotnie więcej nastolatków z tej społeczności, niż wynosi krajowa średnia. To pośrednio wynik rozpowszechnionego rasizmu. Dwa lata temu głośne były przypadki szkół, które odmawiały przyjmowania czarnych, albo tworzyły dla nich osobne klasy. W zeszłym roku biali mieszkańcy niewielkiego Kirjat Mal’ach, ogłosili, że nie będą wynajmować mieszkań czarnym i to mimo, że aż co piąty sąsiad w miasteczku ma taki kolor skóry – do telewizyjnych kamer wykrzykiwali, że „nie chcą tych gówien w swoich budynkach”. Przez lata naliczono łącznie 30 przypadków, w których zdesperowani i bezrobotni Felasze zabijali swoje rodziny, a następnie popełniali samobójstwo.

Jest coraz więcej sygnałów zmian, ostatnia: w marcu tego roku Miss Izraela została Yityish Aynaw, która z Etiopii wyemigrowała dopiero w wieku 12 lat. Na razie jednak ciężko się nie zastanawiać, czy to Lemba mają zazdrościć Felaszom, czy na odwrót: ziemia obiecana dla wielu okazała się mocno przereklamowana.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

12 KOMENTARZE

  1. A skąd takie info że „jedna z mniej popularnych teorii głosi wręcz, że Żydzi z tego regionu to po prostu etniczni Arabowie, którzy przyjęli judaizm przed islamem”? Z tego co ja się orientuje to jest pewne w odniesieniu do bardzo dużej części żydów na Płw. Arabskim w czasach przed islamem. Himjaryci, dynastia rządząca częścią Jemenu, która uznała judaizm za religię panującą, była na pewno z pochodzenia lokalna. Część współczesnych żydów, dla których podstawą ich tożsamości jest „właściwe” pochodzenie, próbuje zakłamać historię, twierdząc że wszyscy żydzi pochodzą od starożytnych mieszkańców Izraela a judaizm nigdy nie był religią misyjną, co w świetle badań historycznych jest bzdurą. Wiemy że żydzi nawrócili na swoją religię rządzących w królestwie Himjarytów, w państwie Chazarów czy w Adiabene.

  2. Warto dodać, że także etiopscy chrześcijanie praktykują wiele elementów judaizmu – obrzezanie chłopców, ubój rytualny, niejedzenie wieprzowiny, świętowanie w piątki (oprócz niedziel), a także wierzą, że w jednym z tutejszych kościołów znajduje się Arka Przymierza.. Generalnie etiopskie chrześcijaństwo to taki mix chrześcijaństwa i judaizmu (tak jak w czasach gdy było ono sektą żydowską, a nie odrębną religią)

  3. Andrzej:
    Ja czytałem, że na teorię o de facto Arabach wyznających judaizm w Jemenie nie ma ostatecznie przekonujących dowodów. Ale dzięki za naświetlenie sprawy, pierwszy raz słyszę o Himjarytach, z chęcią poczytam więcej na ich temat.

    Antek:
    A czy to nie Nygusa mieli jakoś w Lalibeli potajemnie wprowadzić do tej izby gdzie mają Arkę? Coś mi chodzi po głowie taka historia, że jakiegoś Polaka, który często tam bywał, wprowadzili do jednego z zamkniętych kościołów, długo prowadzili z pokoju do pokoju, a na końcu pokazali jakaś firankę i stwierdzili, że arka jest za nią, ale nie można jej oglądać i trzeba wierzyć na słowo. Tylko nie wiem o kogo chodziło.

    Pzdr

  4. No Arka jest w jednym z kościołów w Axum, ale nie kojarzę żeby Nygusa tam wprowadzali.. Jest tylko jeden strażnik Arki w całej Etiopii, który ma prawo ją oglądać, jak umrze, przekaże ten przywilej następnemu. Sam kościół każdy może obejrzeć, ale wątpię żeby kogoś z zewnątrz, nawet często tam bywającego, wprowadzili tam, bo nawet Etiopczycy nie mają prawa jej oglądać.

    Mnie kiedyś wprowadzili do „zakazanego” pomieszczenia w klasztorze Debre Damos w trakcie obchodów Bożego Narodzenia, żebym zrobił zdjęcie. Ale po prawdzie niewiele ciekawego tam było do zobaczenia :).

    Natomiast w każdym z kościołów jest replika Arki, której też na co dzień nie można obejrzeć, ale jest wykorzystywana przy specjalnych ceremoniach, może to o to chodziło?

  5. No przecież są dowody- choćby własnie rzeczeni Himajaryci, którzy byli Arabami i przed przyjęciem judaizmu wyznawali „pogaństwo”. Wiadomo że w ich królestwie żyła diaspora, ale jest raczej mało prawdopodobne żeby przyjęcie judaizmu przez króla, nie doprowadziło do konwersji jakiejś części jego poddanych, zwłaszcza tych ze „świecznika”.

    Część współczesnych żydów uparcie wierzy w bajki o „rasowej czystości” ich narodu i gniewnie odrzuca wszystkie przykłady tego że judaizm bywał religią misyjną. W gronie ówczesnych żydów dochodziło zresztą na tej płaszczyźnie do częstych sporów o to czy ludzie bez odpowiedniego pochodzenia mogą być uważani za równoprawnych wyznawców. Problem ten jest częściowo opisany, jeśli mnie pamięć nie myli, choćby w Historii powszechnej starożytności autorstwa Ziółkowskiego. Wielu żydów uważało że jest to niedopuszczalne , stąd np. brała się niechęć tradycjonalistów wobec Heroda Wielkiego, który był z pochodzenia Edomitą, który to lud został podobity przez żydów i zmuszony do przyjęcia judaizmu. Przykłady można by mnożyć, zwłaszcza że występują one niemal przez całe starożytne i średniowieczne dzieje judaizmu.

  6. Konflikty te zresztą odegrały znaczną rolę w dziejach Żydów, na ich bazie doszło na przykład do wydzielenia się z pierwotnych Izraelitów Żydów i Samarytan. Nie chce tu przytaczać całej historii ale po zniszczeniu Babilonu przez Persów, potomkowie przesiedleńców z Judei mogli wrócić do Palestyny, gdzie żyły jakieś resztki wyznającej jahwizm ludności oraz znacznie liczniejsza grupa osadników z czasów asyryjskich, z których część też przyjęła wiarę w Jahwe, np. rodzina Samballata, której członkowie byli za panowania Persów namiestnikami Samarii. Repatrianci z biegiem czasu zaczęli uważać się tych „jedynych, prawdziwych” i mieli hopla na punkcie czegoś co dzisiaj nazwalibyśmy czystością krwi (swoją drogą nie wiem czy orientujesz się w czymś takim jak hiszpańska Limpieza de sangre, to by dopiero był temat na artykuł który nie zainteresuje polskiego czytelnika, zwłaszcza ta kolonialna!). Elita wywodząca się z wygnańców zażądała od swoich oddalenia żon i dzieci i generalnie rzecz biorąc wprowadziła segregacjonizm. Upraszczając- ci którym się to nie podobał założyli własną świątynię na Garizim która z biegiem czasu dała początek Samarytanom. Ciekawe jest też to jakiego ten konflikt narobił bałaganu w diasporze, żydzi spoza Palestyny często słali doroczne podarki dla świątyni i do Jerozolimy i na Garizim. Takich konfliktów było jednak znacznie więcej, zwłaszcza w czasach hellenizmu

  7. Spoko, a masz jakieś lektury do polecenia o tych Himjarytach? Nie musi być po polsku.

    Antoni:

    Nie no, ja wiem, że jeden kapłan, że nikt nigdy, blablabla. Dlatego właśnie mi zapadła w pamięć ta historia, że kogoś tam, kogo dobrze znali, prowadzili pewnego razu długo po kościele, a na końcu pokazali tę firankę. Ale nie pamiętam dokładnie, ani nie wiem o kogo chodziło, więc może to z kolei jedna z tych historii opowiadanych przy wódce „A bo ja w Etiopii to…”, co się później zlewają w jeden wielki potok nieporozumienia.

    Pzdr

  8. Ja się raczej interesuje czymś co po polsku nazywają niezbyt trafnie „nestorianizmem” i o Himjarytach czy Adiabene czytałem tylko w kontekście stosunków żydzi-chrześcijanie-władza (plus jakieś skróty z ogólnych opracowań, np. Zieliński, żeby wiedzieć o czym mowa). W polskojęzycznej literaturze raczej nic nie znajdziesz, może jakieś pojedyncze wzmianki. Proponuje sprawdzoną metodę zdobywania tytułów: wchodzisz na en.wikipedia.org, wystukujesz interesujący Cię temat, pomijasz artykuł i patrzysz na bibliografię i odnośniki. Prawie zawsze działa.

  9. Z Wiki mam ten problem, że tam w różnych bibliografiach (przynajmniej w sprawach, w których ja szukam) podawane są książki, których nie ma ani na Amazonie, anie w Google Booksach, tylko są jakieś fizyczne kopie rozproszone po bibliotekach Meksyku i Peru. Ale spróbuję.

    Pzdr

  10. Za to ja mogę poratować książką. Shlomo Sand „Kiedy i jak wynaleziono naród żydowski”. Autor jest Izraelczykiem, profesorem historii, zajmuje się głównie historią Europy. Ale w reakcji na propagandę syjonistyczną popełnił tę właśnie książkę. Tam zajmuje się m.in. kwestią żydów jemeńskich, etiopskich. Sięga również do badań kwestionujących amisyjność judaizmu, jak i co może być najbardziej dla polskiego, i nie tylko, czytelnika szokujące, wypędzenie z 70r. po Chr. (jako mit propagowany w starożytności i średniowieczu głównie przez Chrześcijan).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here