Zbrodnia i kara

9

Niektórzy twierdzą, że Zillur Rahman umarł z żalu. Do wczorajszej śmierci w singapurskiej klinice, 84-latek był jedną z najważniejszych postaci w historii najnowszej Bangladeszu: doprowadził do tego, że bengalski stał się językiem urzędowym w czasie, kiedy kraj był jeszcze częścią Pakistanu, należał do przywództwa ruchu, który doprowadził do niepodległości ojczyzny w 1971 r., promował demokrację, co przypłacił kilkuletnim więzieniem za rządów junty wojskowej, w zamachach zginęła jego żona i najbliższy przyjaciel, pierwszy prezydent Bangladeszu. w 2009 r. Rahman sam został wybrany na to stanowisko, a po zaprzysiężeniu ogłaszał, że spełnieniem jego marzeń byłoby pojednanie rodaków.

Przez kilka ostatnich miesięcy musiał porzucić wszelką nadzieję.

Tylko w poniedziałek w całym kraju spłonęło ponad 100 samochodów. W Dhace policja ostrzelała rozwścieczony tłum blokujący ulice w centrum, demonstranci odpowiedzieli koktajlami Mołotowa i niewielkimi chałupniczymi bombami – dzień wcześniej taki właśnie ładunek zniszczył karetkę, która śpieszyła do rannego. Protesty wybuchły po aresztowaniu 154 działaczy opozycji – w tym wielu jej przywódców – którzy nawoływali do obywatelskiego nieposłuszeństwa po procesie, w którym wiceprzewodniczący ich partii został skazany na karę śmierci za zbrodnie wojenne. Od wydania wyroku 28 lutego zdążyło już zginąć 76 osób, a setki innych zostały ciężko ranne w zamieszkach.

Bangladesz chciał się oczyścić z krwawej przeszłości, a tymczasem funduje sobie jej powtórkę.

Protest na ShahbagDo lata jeszcze daleko, ale w Bangladeszu już jest gorąco (Fot. M. Hasan/Flickr)

Jamaat-e-Islami to największa islamistyczna partia w Bangladeszu. Jej działacze chcą państwa religijnego na wzór Arabii Saudyjskiej, z obowiązkowym szarijatem i wyjęciem spod prawa wszystkiego co niezgodne z islamem. W 1971 r. byli stanowczo przeciwni niepodległości, bo nacjonaliści zapowiadali że po jej wywalczeniu wprowadzą w kraju socjalizm: członkowie Jamaat tworzyli więc własne bojówki, silnie kolaborowali z armią Pakistanu, napadali zbrojnie na sekularystów i wszystkie mniejszości, szczególnie hindusów. Konflikt należał do najkrwawszych w XX w., zginęło co najmniej 300 tys. cywilów, zgwałcono tysiące kobiet, równano z ziemią całe wioski, 30 mln osób musiało porzucić domy, a czego co trzecia udała się na wygnanie zagranicę.

W 2010 r. rządząca krajem lewicowa Liga Awami (z jej szeregów wywodziło się pięciu prezydentów, w tym właśnie Zillur Rahman, oraz czterech premierów, w tym Sheikh Hasina, obecna szefowa rządu, a prywatnie córka zamordowanego w zamachu pierwszego prezydenta kraju) postanowiła zrobić procesowy pokaz wszystkim oskarżonym o zbrodnie wojenne. Na ławę oskarżonych trafiło ośmiu przywódców Jamaat, trzech zostało już skazanych: dwóch na karę śmierci, a jeden na dożywocie.

Proces miał spełnić rolę narodowego katharsis, a okazał się dokładnym przeciwieństwem. Demonstracje organizują nie tylko zwolennicy islamistów, ale także ich przeciwnicy. Na początku lutego, lewicowa młodzież wyległa tysiącami na ulice stołecznej dzielnicy Shahbag rozpoczynając trwający do dziś uliczny protest, który przez niektóre media został szybko ochrzczony „Bangladeską Wiosną”. Manifestanci domagają się zamienienia wspomnianego wyroku dożywocia na karę śmierci, takiego samego losu dla wszystkich pozostałych oskarżonych i natychmiastowego zdelegalizowania Jamaat. Gwałtowna sekularyzacja młodzieży to zresztą główny trend ostatnich miesięcy: w żadnym innym kraju regionu nie można znaleźć aż tylu anty islamskich treści w mediach społecznościowych, co właśnie w Bangladeszu. Przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi w 2008 r., badania opinii publicznej pokazywały, że aż 80 proc. młodych chce przeprowadzenia procesów islamistów i ich skazania.

Choć to, że oskarżeni są winni zarzucanych im czynów, nie budzi raczej większych wątpliwości, to sam proces już tak. Przewodniczący składu sędziowskiego musiał się podać do dymisji po ujawnieniu prywatnych e-maili podważających jego bezstronność. Wiadomo, że jeden z sędziów miał okazję zapoznać się tylko z częścią materiału dowodowego, a dwóch innych w ogóle tego nie zrobiło. Obronie odmówiono prawa do powołania ponad połowy proponowanych świadków. A jeden z kluczowych został w listopadzie porwany spod samych drzwi trybunału przez mężczyzn legitymujących się dokumentami służb specjalnych.

Wyroki wobec pozostałych oskarżonych (w tym Motiura Rahmana Nizamiego, obecnego szefa islamistów) powinny zapaść w ciągu najbliższych kilku tygodniu. Zgodnie ze znowelizowanym prawem, muszą następnie zostać wykonane przed upływem trzech miesięcy. Ponieważ mało kto wątpi, że w większości przypadków będzie chodziło o karę śmierci, to najprawdopodobniej jeszcze w tym roku Jamaat straci praktycznie całe swoje przywództwo.

Kolejne zwycięstwo Ligi Awami w zaplanowanych na 2013 rok wyborach jest więc raczej pewne. Jedność narodu, o której marzył wywodzący się z jej szeregów prezydent Zillur Rahman, zdecydowanie nie.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

9 KOMENTARZE

  1. A sąsiedzi z regionu podchodzą do tego jak tytułowy polski czytelnik czy też może w takim Pakistanie na sekowanie islamskich pobratymców reagują?

  2. Indie są raczej zadowolone – podczas wojny wyzwoleńczej wspierały Bangladesz, co zresztą skończyło się konfliktem z Pakistanem. Ten ostatni krytykuje obecne działania trybunału i to nie bez powodu: większość zbrodni została popełniona właśnie przez jego żołnierzy. Ci jednak są w ojczyźnie, a na podstawie porozumienia z Simla, Islamabad nie ma obowiązku ich wydawać. Ma teraz zresztą większe problemy na swoim podwórku w związku z majowymi wyborami, więc Bangladesz schodzi na dalszy plan.

  3. No ale kto wlasciwie popiera Jamaat-e-Islami?

    Tak sie pytam, bo na ten przyklad, jak spojrzec na obecna wojne domowa w Syrii, to w zachodnich mediach jest jej zupelnie falszywy obraz. Syryjczycy popieraja Asada, a tzw. „rebelia” to sa islamisci z zewnatrz finansowani przez KSA, Quatari i panstwa zachodnie.
    To ja ciekawa jestem, jak sprawa tutaj wyglada…

  4. Futrzak:

    Jamaat ma wsparcie głównie fundamentailstycznych islamistów, ale nie tylko: funduje też tanie szpitale, albo centra szkoleń zawodowych, z których korzystają chętni z klasy pracującej, mający później odruch wdzięczności. To zresztą znany model, Bractwo Muzułmańskie też zdobyło popularność dzięki pracy u podstaw, a Hamas o wiele więcej czasu poświęca na dobroczynność, niż akcje zbrojne. Ale w przypadku Jamaat to już nie do końca się sprawdza, między innymi ze względu na sekularyzację społeczeństwa (wielu wcale nie fundamentalistycznych duchownych skarży się zresztą, że państwowa machina propagandowa działa w tym celu pełną parą), ale także właśnie ze względu na rolę partii w wojnie domowej. W ostatnich wyborach parlamentarnych zdobyli zaledwie 5 miejsc na 300 możliwych.

    Dziwi mnie za to Twój stosunek do wydarzeń w Syrii.

    Po pierwsze, „islamiści z zewnątrz”. W mediach zachodnich, w tym polskich, wcale nie ukrywa się tego, że siły rebelianckie są obecnie zdominowane przez islamistów, często otwarcie powiązanych z al-Kaidą (patrz chociażby tekst Łukasza Wójcika w Polityce z połowy marca: http://www.polityka.pl/swiat/analizy/1537485,1,coraz-mniej-domowa-wojna-w-syrii.read). Nie są jednak finansowani przez Zachód (bo ten boi się ich uzbrojenia, woli raczej podminowywać Asada). A wśród nich nie ma znowu aż tak wielu obcokrajowców, jak się wydaje. Ostatnie badanie International Centre for the Study of Radicalisation (http://icsr.info/2013/04/icsr-insight-european-foreign-fighters-in-syria-2/) szacuje ich ogólną liczbę na jakieś 10 proc. Nawet jeżeli w rzeczywistości jest ona wyższa, to raczej nie przekracza 25 proc. – czyli maksymalnie co czwarty rebeliant jest obcokrajowcem.

    Dodajmy też, że nie wszyscy islamiści to koniecznie al-Kaida i jej filie. Tak samo, jak w Mali główną siłę stanowiło Ansar Dine, a dopiero drugą-trzecią siłą była bojówka dżihadystów. Obraz rebeliantów jest dużo bardziej złożony, niż to tutaj przedstawiasz.

    Po drugie, „Syryjczycy popierają Asada” to mocno naciągana teza. Popiera go część społeczeństwa, bo tak jest w każdym autokratycznym kraju – władza nie działa w próżni, ma swój obóz i zwolenników, oraz po prostu ludzi, którzy boją się radykalnych zmian. Ale twierdzenie, że wszyscy Syryjczycy popierają Asada jest bezpodstawne: opozycja wobec reżimu istniała jeszcze długa, zanim Baszar objął władzę.

    Pzdr

  5. „Syryjczycy popieraja Asada” – mowie to na podstawie rozmow ze znajomymi Syryjczykami oraz na podstawie wiadomosci z telewizji zatokowych – bynajmniej nie syryjskiej rzadowej.

    Zaczelam sie zastanawiac, jak to naprawde jest, kiedy zona kumpla (Syryjka z Damaszku) wlasnie tam przebywala, a telewizja CNN relacjonowala ciezkie walki etc. w kwartale akurat, gdzie ona byla. Kumpel caly w nerwach dzwoni, pyta czy wszystko ok a ona zdziwiona – bo co ma nie byc, skoro nic sie nie dzieje?

  6. Media elektroniczne pompują każdego newsa, a nawet nienewsa („Piłkarze zjedli śniadanie”), taka rzeczywistość niestety. Wojciech Jagielski wspominał w jednym z wywiadów, że będąc w Pakistanie oglądał relację jakiejś telewizji z demonstracji miejscowych radykałów – na ekranie Armageddon, a na ulicy, gdzie wcześniej był naocznym świadkiem wydarzenia, może ze 30 osób.
    Z drugiej strony, dziennikarze z reguły są w miejscu wydarzeń, postronni świadkowie niekoniecznie – jeżeli coś się dzieje w tej samej dzielnicy, ale kilka ulic dalej, to może się tak zdarzyć, że nie będziesz tego świadoma. Wszystko zależy do sytuacji.

    Co do poparcia, to może w takim razie Twoi Syryjczycy takie Asadowi okazują, ale nie wyciągałbym daleko idących wniosków, że reprezentują cały kraj. Bo np. Syryjczycy z moich fejsbuków bombardują walle antyasadowskimi treściami.

    Pzdr

  7. „Dodajmy też, że nie wszyscy islamiści to koniecznie al-Kaida i jej filie. Tak samo, jak w Mali główną siłę stanowiło Ansar Dine, a dopiero drugą-trzecią siłą była bojówka dżihadystów. ”
    Ale z tego co się oreintuję działania i poglądy Ansar Dine nie różniły się wiele od dżihadystów. Taką przeciwwagą w ruchu wyzwoleńczym był Narodowym Ruchem Wyzwolenia Azawadu (MNLA).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here