Wiśni rosną kolce

14

Tōru Hashimoto uważa, że jego ojczyzna potrzebuje dyktatury i powinna zbudować bombę atomową. Shintaro Ishihara głosi, że starsze kobiety, które nie mogą już rodzić dzieci, stają się „bezużyteczne”, przestępstwa popełniają wyłącznie obcokrajowcy i to z reguły czarni, a zeszłoroczne tsunami, które pochłonęło 20 tys. ofiar, nazywa „karą boską za żałosną postawę rodaków”. Tych dwóch stoi na czele Partii Odnowy Japonii, która chociaż założona dopiero trzy miesiące temu, błyskawicznie pnie się w górę w sondażach i w niedzielnych wyborach parlamentarnych zajmie najprawdopodobniej drugie miejsce.

O marszu japońskiej skrajnej prawicy po władzę można więcej przeczytać w najnowszym numerze tygodnika „Polityka”. Ale nawet, gdyby ekstremiści nie odnosili takich sukcesów jak ostatnio, to wiele z ich postulatów i tak byłoby wkrótce realizowanych – podziela je bowiem murowany kandydat na przyszłego szefa rządu.

Japońscy nacjonaliściNie będzie Chińczyk pluł im w twarz (Fot. Al Jazeera English/Flickr)

Shinzō Abe, syn byłego ministra spraw zagranicznych i wnuk premiera, sam też już raz rządził krajem, przez dokładnie 366 dni. W 2007 r. musiał się podać do dymisji po serii gaf i skandali, w tym samobójstwie oskarżonego o korupcję ministra rolnictwa. Ale we wrześniu polityk niespodziewanie wygrał wyścig o przywództwo w Partii Liberalno-Demokratycznej, zostając tym samym kandydatem na nowego szefa rządu z ramienia ugrupowania, które rządziło Japonią przez ostatnie pół wieku i według sondaży w niedzielę wróci na szczyt po trzyletniej przerwie.

W najnowszym wydaniu prestiżowego miesięcznika „Bungeishunjū” nowy-stary premier przeprasza wyborców za „porzucenie stanowiska”, a potem przekonuje, że „jest innym człowiekiem i zasługuje na nową szansę”. Ale jeżeli przyjrzeć się jego dawnym i obecnym poglądom, ta przemiana wydaje się co najmniej wątpliwa.

Podczas pierwszej kadencji, Abe szybko zyskał sobie opinię „jastrzębia”. Z jednej strony dużo mówił o chęci polepszenia stosunków z azjatyckimi sąsiadami, a z drugiej praktycznie każda jego wypowiedź je pogarszała. Twierdził, że Mandżukuo – marionetkowe państewko stworzone w 1932 r. przez Japonię w okupowanej przez nią chińskiej Mandżurii – wcale nie było zależne od Tokio. Zaprzeczał, że podczas wojny cesarska armia zmuszała tysiące Chinek, Koreanek i Filipinek do prostytuowania się, mimo, że rodzimi historycy potwierdzili te informacje dużo wcześniej, a rząd PLD oficjalnie przepraszał ofiary już w 1993 r. Wydał książkę, w której przekonywał, że japońscy zbrodniarze wojenni zgodnie z miejscowym prawem byli niewinni. Na takie poglądy bez wątpienia ma wpływ historia rodzinna Abe: jego dziadek był w latach 30. odpowiedzialny za rozwój przemysłu w Mandżukuo, gdzie miał wykorzystywać przymusową pracę chińskich robotników, w czasie wojny był ministrem handlu, a po jej zakończeniu – tak jak pozostali członkowie rządu – został oskarżony o zbrodnie wojenne i osadzony w więzieniu. Chociaż wyszedł na wolność po trzech latach, to nie wolno mu było sprawować funkcji publicznych aż do 1952 r.

Idée fixe przewodniczącego PLD była jednak zawsze zmiana konstytucji. Obecna została Japonii narzucona przez Stany Zjednoczone, które chciały rozbroić dopiero co pokonanego przeciwnika. Słynny artykuł 9. zabrania więc posiadania armii, którą zastąpiły niewielkie Siły Samoobrony, mające zakaz działania poza krajem. Tokio nie wolno też wypowiadać wojny. Abe przeforsował ustawę, która w przyszłości pozwoliłaby zorganizować referendum konstytucyjne.

Podczas nowej kadencji, będzie się tych pomysłów trzymał. Zgodnie ze swoim wyborczym hasłem, żeby „odzyskać Japonię”:

Abe nie kryje, że wciąż chce wyrzucić obecną konstytucję do kosza i utworzyć armię z prawdziwego zdarzenia – w sugerowanej przez niego nowej nazwie pojawia się nawet znak symbolizujący „wojsko”. Przyszły premier proponuje zwiększenie wydatków na obronę, choć dziś wynoszą już 40 mld dolarów i należą do najwyższych na świecie, a według ujawnionych jakiś czas temu wewnętrznych raportów rządowych, na stworzenie własnej bomby atomowej Japonia potrzebowałaby jedynie od trzech do pięciu lat. Pragnie rozbudować marynarkę, żeby zyskać argument siły w sporach terytorialnych z Chinami, Koreą Południową i Rosją. „Japońskie piękne morze i terytorium są zagrożone” rzucił podczas kampanii.

Nie wypiera się także kontrowersyjnych poglądów na japońską przeszłość wojenną. Niecały miesiąc po powtórnym wyborze na szefa PLD znów odwiedził świątynię Yasukuni, gdzie pochowani są tamtejsi zbrodniarze wojenni.

Wielką niewiadomą pozostaje, jak wiele ze swoich pomysłów będzie w stanie zrealizować przyszły premier. Sondaże pokazują, że prawie połowa wyborców pozostaje niezdecydowana i chociaż w niedzielę na pewno wygra PLD, to nie zdobędzie wystarczającej większości, żeby rządzić samodzielnie. To nic nowego, ale do tej pory ugrupowanie wchodziło w koalicję z takimi partiami, jak Kōmeitō, która jest zdecydowanie pacyfistyczna, co pozwalało hamować nacjonalistyczne zapędy co bardziej krewkich premierów. Dziś sytuacja jest jednak zupełnie inna. Partia Odbudowy Japonii najprawdopodobniej zajmie drugie miejsce i ciężko będzie ignorować jej siłę. Hashimoto oraz Ishihara są kontrowersyjni i nie przebierają w słowach, ale ich poglądy w istocie niczym nie odbiegają od tego, co głosi sam Shinzō Abe. Z ich pomocą, nowy-stary premier będzie więc mógł wziąć się za bary z obecną konstytucją. Być może podczas najbliższego sakura-zensen, okresu kwitnienia, wiśniom wyrosną kolce.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

14 KOMENTARZE

  1. Z tymi „niewielkimi Siłami Samoobrony” to bym nie przesadzał. Według Wiki ich liczebność to prawie 250tyś, co daje 1.8 na 1000 mieszkańców. Dla porównania Polska to 100tyś i 2.6 na 1000 mieszkańców. Ich budżet to 7dmy co do wielkści na świecie, zaraz za Niemcami, okło 1% PKB. Zresztą biorąc pod uwagę sąsiedztwo Chin i Korei Pln to nie powinno dziwić.

    A propos Korei Pln. Google właśnie włączyło do Google Maps zdjęcia ziemii z kosmosu robione po zmroku, pokazujące światła miast, tzw. NASA Black Marble City Lights [url]http://www.flickr.com/photos/gsfc/sets/72157632175125121/with/8247962102/[/url]. Porównajcie sobie północną i południową Koreę, moim zdaniem robi to niezłe wrażenie.

  2. O Japonskich zbrodniach wojennych opowiada seria filmow (japonskich, zeby bylo ciekawiej) „Man Behind The Sun”, ktora w dosc naturalistyczny sposob je pokazuje i opisuje (jak ktos lubi miec problemy ze snem to polecam, taki gore, po ktorym mozna sobie zrobic maraton z Pila, na rozluznienie). Generalnie Mengele, zanim wzial sie do eksperymentow na ludziach to na ogol ich wczesniej zabijal, w jakis bardziej cywilizowany sposob (polecam poczytac w temacie jednostki 731).
    Do czego daze – polskiego czytelnika to nie interesuje, a szkoda, bo to troche tak jakby neonazisci mieli zdobyc wladze w Niemczech…

  3. Brus:

    Tak, zdjęcie znane – w zeszłym miesiącu gościło nawet na fanpejdżu DZ, przy okazji „otwarcia na XXI wiek” w północnokoreańskich liniach lotniczych.

    „Niewielkie” jak na kraj o takim potencjale – jeżeli brać pod uwagę liczbę mieszkańców, to bardziej zmilitaryzowane są między innymi Irlandia, Nowa Zelandia, a nawet… Szwajcaria i Czechy (Polska zresztą też). O to między innymi chodzi też Abe, szczególnie, jeżeli – jak piszesz – spojrzeć na sąsiadów: Chiny mają 2 mln żołnierzy, Korea Północna milion, a Południowa 650 tys.

    Z wydatkami na wojsko wiąże się w ogóle ciekawa sprawa. Ponieważ stanowią tak małą część budżetu, to jest teoria, że między innymi dzięki temu Japonia mogła się tak mocno rozwijać w latach Zimnej Wojny – nie musiała wyrzucać pieniędzy w nie wiadomo co. Ale równocześnie, ten 1 proc. budżetu to są ogromne sumy i przez to, że siły zbrojne są niewielkie (jak na potencjał), to Japonia przez lata inwestowała w coraz nowocześniejszy sprzęt zbrojny. Efekt? Latem, Chiny wdały się w gorący spór z Japonią o leżący pomiędzy oboma krajami archipelag niezamieszkałych wysp. Przy tej okazji, profesor James Holmes – wykładowca strategii na Naval War College, najstarszej amerykańskiej placówce kształcącej oficerów sił zbrojnych – przeprowadził symulację, która pokazała, że w potencjalnej wojnie Tokio byłoby zwycięskie nawet dziś.

    Ufo:

    Piszę o tym trochę w artykule dla „Polityki”. W Yasukuni najgorszy wcale nie jest cmentarz, gdzie leżą też zbrodniarze, tylko znajdujące się na terenie świątyni muzeum wojny, z którego wiedzę na jej temat czerpią wycieczki szkolne. Z ekspozycji dowiedzą się dużo o japońskiej „współpracy” z Koreą i wyzwalaniu krajów azjatyckich spod europejskiego kolonializmu.
    Podobnie w Hiroszimie. Muzeum bomby atomowej – bardzo mocna ekspozycja (polecam wszystkim zwolennikom budowania takiej broni, jak skonfrontują swoje wyobrażenia z faktami, to raczej zmienią zdanie), ale już dlaczego Amerykanie zrzucili te bomby i to dlaczego właśnie na Hiroszimę i Nagasaki, a nie np. Tokio, albo Osakę, to tego się już, drogi gościu, nie dowiesz.

  4. Swoją drogą, w ogóle Hiroszima jest spoko, moje ulubione japońskie miasto. Naprzeciwko budynku, nad którym eksplodowała bomba, jest niewielka wyspa, na której oprócz wspomnianego muzeum jest też mini-park poświęcony ofiarom. Pomnik mówiący o przymusowych koreańskich robotnikach, którzy też zginęli tamtego dnia, został tu postawiony dopiero w latach 80. Wiadomo, chrystusy narodów cierpią same, nigdy w towarzystwie.

  5. Proszę tylko nie mieszać prawicy z lewicą. To co Pan tutaj opisał to jest lewica i to skrajna a dokładnie narodowi socjaliści.

  6. Tak, każdy dzień zaczynają od odśpiewania Międzynarodówki. Zwłaszcza Ishihara.

  7. @ krz. Pojechałeś po bandzie równo. Tak na szybko japońska skrajna lewica to np. Rengo Sekigun, Japońska Czerwona Armia. Współpracowali z RAF-em (tym niemieckim, ogarnij podstawy to się zorientujesz), Czarnym Wrześniem i innymi towarzyszami. Prawdziwa z nich była terrorystyczna międzynarodówka. Ogólnie weź się doucz.

  8. @tekst w Polityce
    Bardzo ciekawe rzeczy, tylko mocno mnie zaskoczyła powtórzona dwukrotnie informacja o możliwej wojnie z Koreą POŁUDNIOWĄ. Serio to jest bardziej prawdopodobne niż z konflikt z Kimami?

  9. Nie, oczywiście nie. We wcześniejszej części jest tak, jak miało być (bo to słowa Hashimoto), a w dalszej chodzi oczywiście o Koreę Północną. To błąd osoby, która redagowała tekst – w oryginalne był dłuższy między innymi o wyjaśnienie, czemu przyśpieszone wybory odbywają się właśnie teraz i co wzrost popularności skrajnej prawicy oznacza dla stosunków z Chinami i USA; trzeba było ciąć, a że równocześnie były robione teksty do numeru świątecznego, to ktoś się musiał pomylić. Zdarza się najlepszym.

    Swoją drogą, ciekawostka co do ewentualnej wojny Japonia-Korea Północna. Przy okazji remake’u „Red Dawn” widziałem symulacje, czy koreańska inwazja na USA byłaby możliwa. W oryginalnym filmie Stany najeżdża ZSRR i tamten scenariusz, choć mocno naciągany, to byłby osiągalny w ówczesnej rzeczywistości. Natomiast najnowszy „Red Dawn” to kompletna bzdura, bo Korea Północna nie jest w stanie przerzucić swoich sił zbrojnych do Ameryki. Mało tego, okazuje się, że Japonii też by nie podbiła – po pierwsze, problemy logistyczne z przemieszczeniem sił zapewne mocno wyhamowałyby Phenian, po drugie Japonia ma tak sprawną marynarkę, że bez większego problemu rozbiłaby koreański desant. Komuniści są tak naprawdę groźni dla Korei Południowej – w Seulu mogliby błyskawicznie rozpętać jakiś całkowity armageddon. Tokio powinno się obawiać w zasadzie tylko północnokoreańskich rakiet, ale na razie – jak wiadomo – te jakoś wyjątkowo skuteczne nie są.

  10. nie wiem, czy kedołsu Ci cytował z/następcę ishihary, który twierdził, że ‚chiny to średniowieczny naród’. pomniczek ku czci koreanczykow jest tez w parku przy swiatyni dwóch disasterów w ryogoku (tokio), i to wszystko, na co udało mi się natchnąć.
    hiroszima-yaki rulez!

  11. Nie cytował, ale rzucił Wewnętrzną Tajną Listą Kontaktów.
    Na Tsukiji jeden dziadek rzucał nam wyzywająco: „Byłem w armii i na wojnie! No! I co?!”. Chociaż pytaliśmy go o krewetki…

  12. Ciekawe, czy wpłynie to na spadek zaufania w relacjach polsko-niemieckich…chociaż czytałem kiedyś, że japońskim dzieciom, w porównaniu do niemieckich, nie wciskają w szkołach na okrągło jacy to wstrętni byli ich dziadkowie, może dlatego pacyfikacja nie okazała się ostateczna?

  13. Japonia krajem homogenicznym narodowościowo? To oni tak oficjalnie twierdzą. A Ajnowie?

  14. Ajnowie to w japońskim społeczeństwie zaledwie promil. Jak już mowa o znaczących mniejszosciach, to bardziej Korańczycy, a i tak jest ich mało.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here