Gra w makao

8

Każdy mieszkaniec dostanie równowartość 1 tysiąca dolarów, voucher medyczny opiewający na 75 dolarów i dziesięciokrotność tej sumy wpłaconą na fundusz emerytalny. W dodatku, wszyscy dostaną zwrot 30 proc. podatku dochodowego. Nawet rezydenci czasowi mogą się spodziewać prezentu w postaci 600 dolarów.

Święty Mikołaj? Nie, to Makau dzieli się dochodami z hazardu. Którego jest światową stolicą.

MakauGdzie by tu dziś stracić trochę kasy? (Fot. Jaako/Flickr)

Makau ma niewiele ponad 500 tys. mieszkańców. Giną w tłumie 28 mln turystów, którzy co roku zalewają półwysep. Chociaż w najstarszej europejskiej kolonii w Chinach co i rusz można się natknąć na piękne kolorowe domki z czasów, gdy rządzili tu Portugalczycy, to nikt nie przyjeżdża tu podziwiać zabytków. Gości ściągają na miejsce trzy tuziny luksusowych kasyn. Przez które przepływa pięć razy więcej pieniędzy, niż w słynniejszym Las Vegas.

Finansową ruletkę rozkręcił tu jeden człowiek. Dokładnie pół wieku temu, syn Chińczyka i Portugalki Stanley Ho zapłacił Lizbonie równowartość pół miliona dolarów za wyłączne prawa do prowadzenia wszystkich kasyn w Makau. Niedługo później przejął też jedną trzecią udziałów w miejscowym lotnisku, zmonopolizował transport wodny i powietrzny, którym zaczął sięgać na miejsce bogatych gości z Hongkongu. Jego imieniem nazwano nawet szeroki bulwar ciągnący się nad jeziorem – ewenement, biorąc pod uwagę, że magnat wciąż żyje.

Chociaż w ostatnich latach najgłośniej było o jego skandalach obyczajowych – Ho zdołał w ciągu życia spłodzić siedemnastkę dzieci z czterema różnymi kobietami, a w zeszłym roku ogłosił w mediach, że część z tych bliskich zmusiła go groźbami do przepisania na nich udziałów w biznesie – to na Makau największym cieniem kładł się ten element jego działalności, o którym nigdy nie mówiło się tu głośno. Chociaż niczego mu nie udowodniono, to miliarder był od zawsze oskarżany o bliską współpracę z triadami, chińskimi mafiami. W latach 80. na zdominowanych przez prostytutki ulicach toczyły się krwawe porachunki, ze strzelaninami i wybuchającymi samochodami włącznie. Wokół całego biznesu rozwinęła się w dodatku gałąź specyficznych „pokojów VIP”, do których naganiacze z półświatka ściągają potencjalnie najbogatszych klientów. Do dziś, ponad połowa hazardowego obrotu w całym mieście odbywa się właśnie w takich salach.

Z szarą strefą próbowano się rozprawić na początku tego wieku. W 1999 r., Makau przeszło z rąk Portugalczyków pod zarząd chiński, choć przy zachowaniu dość szerokiej autonomii. Nowym szefem miejscowej administracji został mianowany Edmund Ho (niespokrewniony ze Stanleyem), który postawił sobie za zadanie oczyścić wizerunek miasta. Chociaż udało mu się zdusić przemoc, to z korupcją nie poradził sobie już tak dobrze. Jednym z pomysłów jej zwalczenia, było rozbicie kasynowego monopolu. W 2002 r. po raz pierwszy przyznano koncesję komuś innemu, niż dotychczasowemu magnatowi. Padło na amerykańskiego potentata z Las Vegas – który obecnie szuka też szczęścia pod Madrytem – Sheldona Adelsona. Dziś wiadomo już, że jego najbliższy chiński współpracownik Yang Saixin na potęgę korumpował wtedy miejscowych polityków.

W dodatku, ze względu na to, że Makau jest jedynym miejscem w całych Chinach, gdzie dozwolony jest hazard, półwysep służy za gigantyczną pralnię brudnych pieniędzy. Z czego skwapliwie korzysta między innymi reżim z Korei Północnej, wspomagany jeszcze przez miejscowy bank Delta Asia. Do tutejszej szkoły chodził zresztą Kim Han Sol, bratanek obecnego przywódcy.

Nie najlepsza reputacja to dla mieszkańców miasta wcale nie powód do zmartwień. W ostatnich latach wiedzie im się lepiej, niż kiedykolwiek w historii. Mariaż z Chinami i otwarcie się na tamtejszych hazardzistów (większość ze wspomnianych 28 mln gości rocznie pochodzi właśnie z Państwa Środka) były dla półwyspu jak wygrana na loterii: przed 1999 r. miejscowa administracja zarabiała na podatkach od kasyn ledwie 200 mln dolarów rocznie, w zeszłym roku ta suma wynosiła już 33,7 miliardów. W dodatku, według najnowszych danych, od stycznia do kwietnia rząd zarobił aż o 25 proc. więcej, niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Można się tylko domyślać, że po najnowsza część przygód Jamesa Bonda, w której brytyjski agent odwiedza położone na wodzie kasyno właśnie w Makau, jeszcze w interesie pomoże.

No. Ale polskiego czytelnika to nie interesuje.

8 KOMENTARZE

  1. Tak, to daje do myślenia, jak Chinom spada, a Makau wali w górę jak rakieta kosmiczna. Lekcja: zakładajcie, dzieci, domy gry z megagekonami.

  2. A jak ze srednia zycia? Czy ci bogaci mieszkancy nie dostaja przedeczesnie zamiast zawalu to kulki w glowe?

  3. Hej,

    Po pierwsze – przepraszam, że dopiero teraz: święta + sylwester = inne rzeczy a głowie.

    Po drugie: średnia długość życia to 81 lat, należy do najwyższych na świecie. Kulka w głowę to już dawno tylko wspomnienie, o ile komunistom nie udało się wyplenić korupcji, o tyle z przemocą poradzili sobie znakomicie. Kilka tygodni temu na wolność wyszedł Wan Kuok-koi, znany bardziej jako Złamany Ząb. 14 lat temu, kiedy szedł za kraty, był szefem 14K, najpotężniejszego gangu w Makau. Teraz pod bramę więzienia podjechał co prawda luksusowy Lexus, ale kupiony raczej za dawne zyski – liczba przestępstw związanych z przestępczością zorganizowaną w Makau, to w zeszłym roku tylko 15. Ząb nie bardzo ma do czego wracać.

    Pzdr

  4. Legalny hazard przynosi niemal drugie tyle podatków. Proste. Zamiast budować bajeczne fortuny nie wiadomo komu, buduje się bajeczny biznes.

  5. zgadzam się w pełni, legalny hazard to czysty zysk dla państwa, na przykładzie Singapuru można zobaczyć jak sobie rząd rzadzi z hazardem i cierpi same korzyści z niego. W małym Singapurze jest tylko dwa kasyna, a ile one zarabiają – krocie. teraz w Singapurze raczej nie ma problemu z korupcją czy mafijnymi porachunkami, rząd mądrze poradził sobie z wieloma problemami i wyszli z tego obroną ręką. Im jeszcze zostało rozwiązać problem z hazardem internetowym i tyle.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here